Moja intencja

Od 8 lat maluję to, co widzę swoim wewnętrznym okiem. Przez długi okres czasu energie te przedstawiały się jako anielskie. Ja jednak po jakimś czasie zdałam sobie sprawę, że to co maluję, to MY Z PRZYSZŁOŚCI. To energia, którą mamy w sobie cały czas, jedyne co trzeba zrobić, to pozwolić jej się przejawić. 

Wiem po sobie jak bardzo praca z tymi energiami zmieniła moje życie, świadomość i postrzeganie. 

Moją intencją jest, żebyś i Ty mógł je poznać i się z nimi zaprzyjaźnić.

Oczywistym jest, że sama przeszłam 44 dniowe wyzwanie z kartami Aktywacja Mistrza. Zrobiłam to razem z 13 niezwykłymi Kobietami.  

Bardzo byłam ciekawa jak to wszystko popłynie i co się wydarzy. I jak zwykle, jak wchodzę w coś całą sobą, jak nie ma w tym napięcia związanego z koniecznością zrobienia interesu życia, jak bawię się tym, co się wydarza – dzieją się cuda. 

Tak było i teraz. W kameralnej grupie wspaniałych Mistrzyń, codziennie wchodziłyśmy sobie w energię poszczególnej karty. Tyle się działo, że po pewnym czasie poczułam, że musimy sobie zrobić chociaż weekendy wolne, żeby ciało mogło nadążyć za tym, co się wyprawia. Miałyśmy więc dwa dni w tygodniu na integrację tego, z czym pracowałyśmy. 

W zasadzie przestaje mi w ogóle pasować tutaj słowo „praca”. Owszem, teoretycznie była to moja praca, ale ja czekałam na te nasze poranki z utęsknieniem, ciekawa co też dzisiaj nam się pokaże? Co popłynie? Jakie informacje nam się zamanifestują?

To były tak naprawdę niezwykłe spotkania z Przyjaciółkami, wzajemne karmienie się, wspieranie, śmiech, a czasem łzy. 

Dotarło do mnie z wielką mocą, że te energie, które kiedyś wymalowałam sobie na obrazach, stały się dla mnie po tym warsztacie jak najbliższe mi osoby. Wiem w jaki sposób, mogę sobie każdą z nich przywołać, wtedy, kiedy tego potrzebuję. Wiem, że One zawsze są obok mnie i naprawdę tylko czekają na to, żeby mi pomóc, wspierać mnie, prowadzić i podpowiadać, co jest dla mnie na ten moment najlepsze.  

Jaka to dla mnie niesamowita ulga wiedzieć, że tak naprawdę NIGDY NIE JESTEM SAMA. Zawsze, ale to zawsze, mam wokół siebie całe zastępy niezwykłych energii, które świadomie zaprosiłam do swojej przestrzeni. Są przy mnie na wyciągnięcie ręki. 

I co najciekawsze… energie są jak ludzie… One tak samo jak my potrzebują, żeby ktoś je zobaczył, uznał, docenił, podziękował, rozmawiał z nimi, poczuł ich cichą, ale niezwykle potężną Obecność. 

One są teraz jak taki mój fundament. Zbudowałam siebie na nowo. Wzmocniłam i zharmonizowałam. Uświadomiłam sobie, w którym miejscu jeszcze siebie oszukiwałam, co należało bezwzględnie zobaczyć, z czym trzeba się było pożegnać, by z czystą kartą wejść w zupełnie Nowe Przestrzenie. 

Czuję się tak, jakby ktoś zaświecał dla mnie kolejne latarnie. Jedyne co mam zrobić, to zaufać, że one będą się zapalać dokładnie wtedy, kiedy będę musiała w ciemności postawić następny krok.